Przejdź do treści

#Instafood- o modzie na jedzenie i sztuce przyrządzania posiłków

„Jeszcze tylko poprawię ostatnie detale- listek mięty i starannie poplamiony sosem talerz… Tak! Idealnie. Teraz tylko kilka zdjęć i możemy zacząć… jeść.” – znacie to z autopsji? Już dawno przestało chodzić tylko o walory smakowe posiłków. Rozwój mediów społecznościowych, ale również wzrost świadomości dotyczącej zdrowego odżywiania i pochodzenia składników sprawiły, że jedzenie przestało spełniać jedynie podstawową funkcję- odżywiania organizmu. 

Moda na jedzenie stała się niepodważalnym trendem w sieci. Media społecznościowe pękają w szwach od fotografii zdrowych i mniej zdrowych posiłków. Zależność jest prosta- im bardziej kolorowy talerz, tym większa oglądalność. Pasjonatów gotowania i jedzenia wciąż przybywa, a ludzie coraz chętniej dzielą się przepisami na potrawy, które ugotowali w domu. Na popularności zyskują także te, które zostały nie mniej starannie przygotowane przez ich ulubione restauracje i firmy cateringowe. 

Estetyka naszego talerza (a teraz również „pudełka”) stała się niejako wyznacznikiem tego kim jesteśmy i z czym się utożsamiamy. Na podstawie naszych sfotografowanych i udostępnionych milionom widzów posiłków przypisywane są nam bardziej lub mniej pochlebne łatki- „wychudzonego weganina”, „makaronożercy”, czy też „fantastycznego instakucharza”.

Podążanie za trendami w kulinariach wcale nie jest proste. Jeszcze do niedawna królową wśród medialnej kuchni zdawała się być rodzima kuchnia polska, dziś ewidentnie moda idzie w kierunku smaków i kolorów kuchni blisko- i dalekowschodniej. Influencerzy na całym świecie propagują zdrowie, komponując posiłki z kolorowych warzyw i owoców. Z naszych obserwacji wynika, że modne zdają się być kiełki i produkty pochodzenia roślinnego. Innymi słowy, coraz częściej stawiamy na naturę, a pochodzenie półproduktów przestało mieć już drugorzędne znaczenie. Podobno im mniej w daniu składników i im lepszej są one jakości, tym lepiej. Czy zatem moda na jedzenie w sieci to dobry pomysł? A także kiedy zaczyna zacierać się granica między promowaniem zdrowia a zwykłym snobizmem?

Nie mamy wątpliwości co do tego, że promowanie zdrowego trybu życia i kolorowej wartościowej diety w mediach społecznościowych to dobry pomysł.

Oczywiście, jeśli pokazywane przez nas zdjęcia faktycznie definiują nasz sposób odżywiania. Co to znaczy?
Mniej więcej tyle, że przekaz wstawionego przez nas zdjęcia jest o tyle mocniejszy, o ile prezentowany przez nas talerz jest po prostu prawdziwy- a posiłek znajdujący się na nim taki, który chętnie sami, ze smakiem, zjadamy

#Instafood, #foodporn, #instacook, #foodlovers- to tylko niektóre hasła definiujące nasze kuchenne poczynania. Celem pokazywania jedzenia w mediach okrzyknięto nie tylko chęć pokazania swoich możliwości kulinarnych, ale również niesamowicie skuteczny sposób na reklamę. Powiedzenie „najeść się oczami” stało się hasłem przewodnim funkcjonowania barów, restauracji i firm cateringowych.
Nie wiem, czy wiecie, ale w branży gastronomicznej bardzo często ułożeniem dania na talerzu zajmuje się inna osoba niż ta, która to danie gotuje. Estetyka odgrywa kluczową rolę– po pierwsze najpierw faktycznie jemy oczami, po drugie ładnie przygotowany talerz podświadomie zachęca nas do zjedzenia posiłku i pobudza naszą ciekawość i chęć zamówienia innych dań- stając się w ten sposób kluczowym narzędziem marketingowym. 

Moda na jedzenie w dzisiejszych czasach coraz częściej nawiązuje do pojęcia „ back to the roots”, czyli sławnego powrotu do korzeni. To znaczy, że coraz istotniejszą rolę w naszej kuchni odgrywa pochodzenie składników, których używamy do przyrządzania dań. Promujemy więc produkty lokalne, domowe przetwory, owoce i warzywa z upraw ekologicznych- i jest to całkowicie aprobowana przez nas reklama dopóki dopóty nie przeradza się ona w niepopierany przez nas snobizm. Przykład? Używanie do posiłków trudno dostępnych produktów, sprowadzanych za niemałe pieniądze z końca świata, wtedy gdy te z powodzeniem można zastąpić rodzimymi, zdrowymi odpowiednikami. Apelujemy, by chęć promowania zdrowego odżywiania nie została przyćmiona chęcią pokazania zasobności naszego portfela. Nie o to tu chodzi!

Przepełnione kulinarnymi poczynaniami foldery na naszych profilach społecznościowych w dzisiejszych czas promują nie tylko nas jako dobrych lub lepszych kucharzy. Jaką więc rolę odgrywają dziś nasze zdjęcia i jakie niesie to za sobą korzyści?

Media społecznościowe bez wątpienia zawładnęły światem kulinariów i gastronomii szczególnie w czasie pandemii, kiedy to właśnie fotografie przekazywane na portalach stanowią o być albo nie być naszych ulubionych lokali. Branża gastronomiczna i cateringowa bez wątpienia przechodzi trudny okres. Dzięki mediom polecamy dzisiaj nie same miejsca, ale przede wszystkim oferowaną przez te miejsca kuchnię. Dbałość o estetykę dań na dowóz jest tym trudniejsza, że od przygotowania do ostatecznej konsumpcji mija jakiś czas. Niemniej jednak, jako przedstawiciele branży cateringowej, zapewniamy, że dokładamy wszelkich starań, aby posiłki które dostajecie do swoich domów można było nie tylko sfotografować, ale również ze smakiem zjeść!

Korzystajmy więc z zasięgu mediów, fotografujmy, jedzmy i dzielmy się tym z innymi, bo… moda na zdrowie nigdy nie minie- to możemy Wam obiecać! ☺

Dajmy sobie szansę, a przekonasz się, że warto.

Doznania smakowe i efekty, które osiągnięsz korzystając z Light Marlin zaskoczą nawet Ciebie. Spróbuj, nie pożałujesz.

Posiłek Cateringu LighMarlin